Agata- moja koleżanka ze studiów, niezwykły człowiek:
"Definicja miłości???????!! hmm..."
kilka naście minut później:
"Ja myślę że to znoszenie tych wszystkich dziwactw drugiej osoby z którą żyjemy-
kiedy trzeba stać na 16 stopniowym mrozie bo On chce popatrzeć na kolejkę na wiadukcie
kiedy marzną ci kolana podczas długich wieczorowych spacerów
kiedy trzeba się umyć w menażce lodowatej wody ze strumienia górskiego, żyjąc trzeci tydzień pod namiotem przy 40 stopniowym upale
kiedy marudzi na zakupach że czterdziesta koszula, którą przymierza "jakoś nie leży"
kiedy trzeba Go posadzić na fotelu i powoli wytłumaczyć coś, aby zrozumiał i aby dotarło
kiedy świecą mu się oczka na widok ciastka, bo jest łasuchem ..."
środa, 28 stycznia 2009
poniedziałek, 26 stycznia 2009
niedziela, 25 stycznia 2009
sobota, 24 stycznia 2009
środa, 21 stycznia 2009
wtorek, 20 stycznia 2009
"niecodziennik cały"
"Niecodziennik cały" Jan Twardowski c.d.
" O uśmiechu w kościele..."
W kościele trzeba się od czasu do czasu uśmiechnąć
do Matki Najświętszej która stoi na wężu jak na wysokich obcasach
do skrupulanta który stale dmucha spowiednikowi w pompkę ucha
do mizernego kleryka którego karmią piersią teologii
do małżonków którzy wchodząc do kruchty
pluszczą obrączki w kropielnicy jak złote rybki
do tych co świąt nie przeżywają a przeżuwają
do moralisty który nawet w czasie adoracji chrupie kości morału
do dzieci które się pomyliły i zaczęły recytować
Aniele Boży nie budź mnie niech ja najdłużej śpię
do pięciu pań chudych i pięciu pań grubych
do zakochanych którzy porozkręcali swe serca na części czułe
do egzystencjalisty który jak rudy lis przenosi samotność
z jednego miejsca na drugie
do podstarzałej łzy która się suszy na konfesjonale
do ideologa który wygląda jak strach na ludzi
... i jeszcze jedno- też "niecodziennik" :)
*
Pewien ksiądz nie wiedział jak ma ogłosić zapowiedzi. Narzeczony nazywał się Jan Chrzan, a narzeczona Marianna Jedligówna. Wreszcie powiedział:" Marianna z Janem Jedligówna z Chrzanem"
*
" O uśmiechu w kościele..."
W kościele trzeba się od czasu do czasu uśmiechnąć
do Matki Najświętszej która stoi na wężu jak na wysokich obcasach
do skrupulanta który stale dmucha spowiednikowi w pompkę ucha
do mizernego kleryka którego karmią piersią teologii
do małżonków którzy wchodząc do kruchty
pluszczą obrączki w kropielnicy jak złote rybki
do tych co świąt nie przeżywają a przeżuwają
do moralisty który nawet w czasie adoracji chrupie kości morału
do dzieci które się pomyliły i zaczęły recytować
Aniele Boży nie budź mnie niech ja najdłużej śpię
do pięciu pań chudych i pięciu pań grubych
do zakochanych którzy porozkręcali swe serca na części czułe
do egzystencjalisty który jak rudy lis przenosi samotność
z jednego miejsca na drugie
do podstarzałej łzy która się suszy na konfesjonale
do ideologa który wygląda jak strach na ludzi
... i jeszcze jedno- też "niecodziennik" :)
*
Pewien ksiądz nie wiedział jak ma ogłosić zapowiedzi. Narzeczony nazywał się Jan Chrzan, a narzeczona Marianna Jedligówna. Wreszcie powiedział:" Marianna z Janem Jedligówna z Chrzanem"
*
niedziela, 18 stycznia 2009
co to znaczy kochać
"Koniec i bomba, nie kochał -więc trąba.
Tak przeczytała pewna dziewczynka w pamiętnikowym albumie.
Co to znaczy kochać?
Pomyślała sobie, że kochać- to tylko dawać. To znaczy troszczyć się o kogoś, martwić się, czy ukochanego brzuch czasem nie boli, smarować komuś bułki grubo masłem, zasłonić szalikiem klosz od lampy, żeby go światło nie raziło i żeby nie mrugał, w chorobie załatwić mu tysiące spraw tak szybko, że na jednej nodze, szyć mu rękawiczkę po nocach, żeby mu nie zmarzł mały palec u lewej ręki, bo podobno z niego największy zmarzlak.
Tymczasem kochać- to nie tylko dawać, ale i przyjmować.
Przyjmować skrzywioną minę, kiedy ktoś wstanie lewą nogą z łóżka, deszcz, nawet wtedy, kiedy nie ma parasolki, kiedy stłucze się ulubiony talerz, ból zęba.
Przyjmować- to ufać, wierzyć, że Bóg daje wszystko to, co smuci i to, co cieszy: słoneczny dzień i ciężkie chmury, nie mówić jednym tchem przy końcu Ojcze nasz: "alenaszbawodezłegoamen"- bo właśnie "amen" nie jest nigdy złe. Amen trzeba mówić zawsze po kropce i oddzielnie. Wiedzieć, że Bóg widzi nawet w ciemną noc czarną mrówkę na czarnym kamieniu. Wiedzieć, że i ból jest czasem pożywnym i smakuje.
Kochać- to nie tylko dawać, ale także i przyjmować."
"Niecodziennik cały" Jan Twardowski
Tak przeczytała pewna dziewczynka w pamiętnikowym albumie.
Co to znaczy kochać?
Pomyślała sobie, że kochać- to tylko dawać. To znaczy troszczyć się o kogoś, martwić się, czy ukochanego brzuch czasem nie boli, smarować komuś bułki grubo masłem, zasłonić szalikiem klosz od lampy, żeby go światło nie raziło i żeby nie mrugał, w chorobie załatwić mu tysiące spraw tak szybko, że na jednej nodze, szyć mu rękawiczkę po nocach, żeby mu nie zmarzł mały palec u lewej ręki, bo podobno z niego największy zmarzlak.
Tymczasem kochać- to nie tylko dawać, ale i przyjmować.
Przyjmować skrzywioną minę, kiedy ktoś wstanie lewą nogą z łóżka, deszcz, nawet wtedy, kiedy nie ma parasolki, kiedy stłucze się ulubiony talerz, ból zęba.
Przyjmować- to ufać, wierzyć, że Bóg daje wszystko to, co smuci i to, co cieszy: słoneczny dzień i ciężkie chmury, nie mówić jednym tchem przy końcu Ojcze nasz: "alenaszbawodezłegoamen"- bo właśnie "amen" nie jest nigdy złe. Amen trzeba mówić zawsze po kropce i oddzielnie. Wiedzieć, że Bóg widzi nawet w ciemną noc czarną mrówkę na czarnym kamieniu. Wiedzieć, że i ból jest czasem pożywnym i smakuje.
Kochać- to nie tylko dawać, ale także i przyjmować."
"Niecodziennik cały" Jan Twardowski
Subskrybuj:
Posty (Atom)

